Mariya Chorna

Ludzie (do redakcji) listy piszą

Jak byliśmy młodzi dla rozrywki czytaliśmy Bravo oraz Popcorn szczególną uwagę poświęcając sekcji „listy” z pytaniami o to czy pływając w basenie można zajść w ciążę oraz opisami „mojego pierwszego razu”. Już wtedy chyba każdy podejrzewał, że większość treści pochodzi od dziennikarzy, którzy chcieli przykuć uwagę czytelników oraz przewidzieć to co siedzi w ich głowach.

Czasy się zmieniają, ale odnoszę wrażenie, że metody są takie same, nawet w mediach poważniejszych. Dlatego zazwyczaj podaję w wątpliwość istnienie autorów wszelkich listów i oświadczeń tak szeroko publikowanych i dyskutowanych, niezależnie od tego czy jest to list 9-latki do premier czy zwierzenia zdradzającej żony. Dziwi mnie, że nie każdy ma tak jak ja.

Nie twierdzę bynajmniej, że „listy” te nie oddają częściowo tego co sądzą frankowicze, pielęgniarki, uczestnicy marszu KOD, zawiedzeni wyborcy PO lub też ją popierający czy jakakolwiek grupa, która w założeniu ma się identyfikować z nadawcą. Jednak styl wypowiedzi, dobór argumentów w połączeniu z odpowiednio dopasowanym ładunkiem emocjonalnym często sugeruje, że zostały napisane przez kogoś kto zna zasady prowadzenia narracji.

Jeszcze lepiej jest w przypadku tematów mniej poważnych niż gospodarka czy polityka. List do redakcji stwarza idealną opcję, by wcielić się w dowolnie wybraną stereotypową rolę i nadać jej pozornego realizmu. Co więcej – wchodząc w rolę możemy poprowadzić nastroje czytelnika tak by nienawidził nadawcę lub lubił go. Żaden problem by tak stworzyć list tak, aby niewierny mąż był okazem egoisty, który poleciał na młodą dupę, ale niewierna żona była wytworem odległego emocjonalnie męża (albo na odwrót, ale zazwyczaj spotykam właśnie taką konfigurację). Forma listu pozwala także bawić się w skrajności i wyolbrzymienia.

W sumie tak się składa, że dostałem właśnie list do mojej reakcji:

„Cześć

Jestem dziennikarzem jednego z większych portali w Polsce. Nie znasz mojego nazwiska, ale na pewno czytałeś moje listy. To ja mieszkam na Wilanowie i płacę kredyt we frankach a jednocześnie jestem studentem szukającym pracy. Czasem głosuję na PiS i jestem zadowolony z ich rządów, czasem jestem zaniepokojony stanem demokracji w państwie. Byłem na marszu KOD i na marszu Niepodległości. Pobili mnie wszyscy źli, bronili wszyscy dobrzy.

Jak to się dzieje? Czasem zamiast artykułu na dany temat uzewnętrzniam się w postaci listu do redakcji. To łatwa forma, która nie wymaga ode mnie dużej rzetelności (w końcu zawsze może zdarzyć się jednostkowy przypadek). Nie muszę powoływać się na badania opinii, statystyki i inne wskaźniki. Kompiluję skrajne opinie na forach i mam gotowy artykuł.

Cieszy mnie jednak, że komentujesz i udostępniasz. To znaczy, że wykonałem robotę bez zarzutów”

Następnym razem kiedy przeczytacie list do redakcji powiedzcie „sprawdzam”

Autorem zdjęcia w nagłówku jest:Mariya Chorna

  • Zawsze mnie zastanawia czy te listy do redakcji są prawdziwe. Te w Bravo to pewnie nie były, chociaż kto wie. Ile z nas miało takie problemy i list ten mogła napisać np. moja przyjaciółka. Ale jak widać, czasami listy mogą być prawdziwe.