• Home
  • /
  • film
  • /
  • Mała apokalipsa – nowi X-Meni jednak rozczarowują
X-men

Mała apokalipsa – nowi X-Meni jednak rozczarowują

Nie udała się niestety Bryanowi Singerowi opowieść o przedwiecznym egipskim demonie, którego celem jest zniszczyć świat. Fajne (w dużej części) postacie osadzone są w kompletnie nużącej fabule.

A miało być tak pięknie… Po fajnej “Przeszłości, która nadejdzie”, nastąpiło nowe rozdanie do tworzenia historii o mutantach. Od poprzedniej części minęło trochę czasu – mamy alternatywne lata 80.  Magneto prowadzi ustatkowane życie, Mystique, która stała się ikoną oraz bohaterką ciemiężonych zeszła do podziemia, a prof. Xavier zarządza swoją szkołą. Ludzie nadal są nieufni w stosunku do mutantów – boją się ich, a czasem prześladują lub wykorzystują np. do nielegalnych walk. W tym świecie odradza się Apocalypse – czczony niegdyś egipski mutant (o statusie Boga), który postanawia dokonać zagłady i oczyścić świat z ludzi niegodnych do życia. W tym celu gromadzi wokół siebie sprzymierzeńców – biblijnych czterech jeźdźców zagłady. Walka o świat się rozpoczyna…

Interesujący bohaterowie…

Apocalypse w porównaniu do Lexa Luthora z “Batman vs. Superman”, czy Barona Zemo z “Wojny Bohaterów” jest dużo bardziej wyrazisty, ale to akurat nie jest duża sztuka. Nadal to nie pełnokrwisty antagonista, którego byśmy się bali.  Bardzo dobrze wypada Michael Fassbender (Magneto) – może trochę zbyt dobrze i teatralnie, gdyż do zagrania emocji używa niemal całego swojego warsztatu aktorskiego (a ten jak wiadomo do najmniejszych nie należy). Jennifer Lawrence (Mystique), James McAvoy (Xavier) i Rose Byrne (powracająca agentka Mactagger) to postacie zagrane w punkt. Są tam gdzie trzeba i odpowiednich proporcjach. Jak zawsze film skradły sceny z Quicksilverem oraz jego teksty. Obronną ręką – jako Jean Grey – wyszła też Sophie Turner – znana do tej pory głównie w Grze o Tron. Chociaż przez pewien czas zachowuje się podobnie jak serialowa Sansa to stworzyła fajną postać, która w swoim czasie powinna dużo namieszać w fabule. Kredyt zaufania także idzie do Cyklopa. Reszta mutantów wyszła dość poprawnie. No może poza Psylocke (Olivia Munn), która wypowiada 3 zdania na krzyż i robi mniej więcej tyle samo min (w tym jedną podobno groźną)…

Na chwilę pojawia się Wolverine brutalnie, mocno, krwawo zapowiadając swój nowy film (tym razem z literką “R” czyli dla dorosłych, co może okazać się perełką w przyszłym roku). Chociaż lubię Hugh Jackmana i nadal zazdroszczę mu formy, co wielokrotnie podkreślałem, jego wiek zaczyna być widoczny na twarzy i widać, że Wolverine już trochę przeszedł. Rozstanie się z rolą wyjdzie aktorowi na dobrze, chociaż absolutnie nie widzę nikogo, kto mógłby tę postać udźwignąć.

…w słabej fabule

Akcja filmu – jak wspomniałem – jest jednak nijaka. Zła drużyna snuje się trochę bez celu nakręcając pompatyczność tekstami o odkrywaniu swojego potencjału. Każdy zna swoje miejsce – dobre postaci są dobre, złe są złe (poza drobnymi nawróceniami). Nie ma takiej szarości jak na przykład w Wojnie Bohaterów, w której konflikt nakręca chęć czynienia dobra u obu stron.

Nie porywają też sceny pojedynków. To jest minus u bohaterów mających zbyt potężną moc – dużo czasu spędzają w powietrzu i rozwalają pół świata. Widok miast obracanych w perzynę, rozwalających się mostów i przemagnesowań ziemi trochę nudzi.  Jako fan dobrej choreografii nie dostrzegłem nic dla siebie.

Film ratuje spora miejscami dawka humoru. Parę scen ogląda się świetnie (spotkanie Xaviera i  Mactagger, czy Quicksilver), ale to nie wystarczy jak dla mnie by chcieć włączyć sobie go ponownie przynajmniej przez długi czas.

PS – wiele osób narzeka na sceny w Polsce oraz wstawki z naszego języka, ale niepotrzebnie. Oczywiście, że groteskowo brzmi “Szy to sziebie żwo Magneto” “Hienryk, cożeź żrobił”, ale teraz wiemy co czują ludzie wielu innych narodowości, których stereotypowe wizje regularnie się pojawiają w różnych filmach a języki są mylone i kaleczone (np. w krótkim flashbacku z więzienia w pierwszej części “Rambo”  rzekomy Wietnamczyk mówi po Japońsku, ale kto by się tym przejmował). Na scenach z Pruszkowa polecam się jednak wyluzować i nie oburzać. A nawet pośmiać, bo dramaturgii raczej nie uświadczymy Zawsze to jakiś akcent, nawet jeśli milicja obywatelska chodzi z łukiem 😉

 

Zdjęcie – materiały prasowe drystrybutora