• Home
  • /
  • Na poważnie
  • /
  • Pamiętajmy o ofiarach, ale nie zapominajmy o sprawcach…

Pamiętajmy o ofiarach, ale nie zapominajmy o sprawcach…

27 stycznia 1945 r. żołnierze 100 Lwowskiej Dywizji Piechoty, którą dowodził generał-major Fiodor Krasawin, otworzyli bramy niemieckiego obozu zagłady Auschwitz. Od 2005 roku decyzją Zgromadzenia Ogólnego ONZ w rocznicę tego wydarzenia czci się pamięć  ofiar, pomordowanych w czasie II wojny światowej przez nazistowskie Niemcy.

Dla mnie także bardzo osobisty dzień, bowiem  29 kwietnia 1944 roku do Auschwitz trafił mój dziadek, gdzie został oznaczony numerem 119349. Ostatecznie przeniesiono go do KL Mauthausen, gdzie – na szczęście – udało mu się doczekać wyzwolenia. Jednakże co roku dzień 27 stycznia dedykuję jego pamięci.

Na temat II wojny światowej nakręcono bardzo dużo filmów – dokumentów, akcji, wojennych, a nawet pastiszów i komedii. W tematyce obozowej najbardziej wywarły na mnie wpływ dwa: dokument „Ciemności skryją ziemię”, czyli trzymane przez 70 lat w archiwum taśmy alianckie z wyzwolenia oraz 9. odcinek „Kompanii Braci” zatytułowany „Why we fight”, w którym 101 Dywizja Powietrznodesantowa wyzwala jedną z filii Dachau. Cały serial jest świetny – i każdemu, kto jeszcze nie widział polecam – ale ten fragment mnie dosłownie wbija w ziemię, bowiem dobrze przedstawione jest to co, o czym do tamtej pory słuchałem w rozmowach dziadka np. konieczność ograniczenia porcji żywieniowych dla wyzwolonych (przekarmienie mogło spowodować śmierć), czy paradoksalna konieczność zamknięcia więźniów ponownie (aby zapewnić im najlepszą opiekę medyczną). Ten odcinek widziałem trzykrotnie i za każdym razem nie wolno do mnie po nim podchodzić.

27 stycznia to dzień upamiętniający ofiary Holokaustu, czyli masowej eksterminacji milionów europejskich Żydów oraz innych prześladowanych grup, w tym: Polaków, Romów, homoseksualistów, świadków Jehowy itd. Warto jednak wspominać także miliony pomordowanych w innych ludobójstwach takich jak masakra w Srebrenicy, rzeź Nankińska, mordowanie Tutsi przez Hutu w Rwandzie czy rzeź wołyńska. Chciałbym wierzyć, że  jako gatunek wyciągnęliśmy wnioski, ale nie jestem  aż tak naiwny, bo tego typu zjawiska będą się powtarzać (a nawet –biorąc pod uwagę to co robią ekstremiści Daesh – dzieją się cały czas, udowadniając słowa Primo Leviego: „To się stało, a więc może znów się zdarzyć… Może się zdarzyć wszędzie.”)

Pamiętając o ofiarach nie można zapominać o sprawcach, bowiem tylko zrozumienie mechanizmów, które doprowadziły do każdej z powyższych tragedii może zapobiec kolejnym. Jako wnuczek ocalałego z nazistowskiego obozu nie zgadzam się na zbitkę „polskie obozy koncentracyjne”. Ten „błąd” popełniła publiczna niemiecka telewizja  ZDF. Po przegranym pozwie i konieczności wystosowania przeprosin zrobiła wszystko, by te przeszły niezauważone, łącznie z ukryciem w dość ogólnym tytule, jak i opublikowaniu ich w formie grafiki (aby nie zostały objęte indeksowaniem Google). Trwa zmasowana akcja polskich internautów zapoczątkowana przez stronę Żelazna Logika by tę sytuację odkręcić. I prawidłowo, bo dzisiaj fraza ta padła także w innych zagranicznych mediach (w tym angielskiej BBC News oraz włoskiej Mediaset Canale 5). Walka wydaje się nie mieć końca, ale jest konieczna i chwała każdemu, kto się do niej dołącza. Nie chodzi o zemstę – znam wielu współczesnych Niemców i nie mam zamiaru ich bić, za tragedię rodzinną sprzed 3 pokoleń – ale o zwykłą dokładność historyczną. To w Niemczech narodził się ruch, który – także siłą zwykłych obywateli lat 30. i 40. – wyrządził wiele zła.

Musimy zadbać o swoje imię, bo pamięć historyczna jest ważna. W innym przypadku za parę lat dowiemy się, że bliżej niezidentyfikowani naziści w latach 30. wylądowali w środku Europy zastraszyli przeciwnych takim planom Niemców i przy wykorzystaniu sprzyjających Polaków rozpętali wojnę.

Zdjęcie w nagłówku: Pablo (CC)