• Home
  • /
  • Biegowo
  • /
  • Spartan Ultra Beast – jedenaście godzin szaleństwa!
597117f28666bf201135e5d3-o

Spartan Ultra Beast – jedenaście godzin szaleństwa!

Minimum 42 kilometry i 60 przeszkód… To jest właśnie Spartan Ultra Beast. O ile pięciokilometrowy (z hakiem) dystans Sprint jest dla każdego, tak do tego cholerstwa bez odpowiedniego przygotowania nie ma co podchodzić, a nawet to nie gwarantuje ukończenia.

Na ten dystans chciałem porwać się już w zeszłym roku w Vechecu, podczas pierwszego Ultra Beast w Europie. Niestety przeważyły względy logistyczne i nie udało się sprawdzić. Do dzisiaj się zastanawiam jak by się to zakończyło, bo kilka osób, które znam zostało przez ten bieg pokonanych (razem z 25% innych uczestników). W tym roku nie było innej opcji – musiałem wystartować. Pakiet opłaciłem już w lutym, znalazłem ekipę chętną na wyjazd (bardziej oni znaleźli mnie, bo zostałem dokooptowany do wspaniałego teamu SRTG Warszawa, ale na podziękowania przyjdzie czas). Wystarczyło „tylko” się przygotować.

19956747_10154642284140703_5269811769346135085_o

Zdjęcie przed trasą. Uśmiechnięci i napięci :)

Po spontanicznym półmaratonie na start sezonu, który pokazał że nogi raczej nie boją się dłuższych dystansów, starałem się jakoś przygotować. Nie było to najłatwiejsze biorąc pod uwagę chociażby nadmiar pracy oraz brazylijskie jiu-jitsu. Mój ulubiony sport co prawda ucierpiał, ale nie mogłem  sobie pozwolić na całkowicie odpuszczenie maty. Przez pół roku z tyłu głowy miałem jedno zdanie: „już w lipcu Spartan Ultra” i mocno wchodziło mi to na psychikę. Starałem się odpowiednio dużo biegać oraz odpowiednio dużo siłowni (z uwzględnieniem ćwiczeń na drążkach i linach).

20227827_891656154330468_1894264888_o(1)

Zwarci silni gotowi!

Spartan Ultra ma dwa checkpointy, na których trzeba wyrobić limit czasowy, w przeciwnym razie czeka nas „zjazd do zajezdni”. Na biegach terenowym sporym utrudnieniem jest trudność określenia przebytego dystansu. Na szczęście z pomocą przyszedł Garmin Polska, który udostępnił mi do testów zegarek Forerunner 235. Nigdy do tej pory nie bawiłem się sprzętem biegowym, ale przyznam, że ten uratował mi życie. Sprzęt jest praktycznie idiotoodporny, chociaż popełniłem błąd nie włączając do na starcie (straciłem może jakieś 200m, ale na takim dystansie nie ma to większego znaczenia). Każdy „piknięty” kilometr na trasie uspokajał mnie, że do celu coraz bliżej. Bateria wytrzymała całość trasy. Wystarczył tydzień abym przyzwyczaił się do zegarka także na co dzień – sprawdzam sobie puls, liczbę przebytych kroków. Gadżet niewątpliwe znajdzie się na liście zakupów, jednak trochę muszę na niego odłożyć.

596f43558666bf201135b51b

Wymieniam telepatyczne spojrzenie z fotografem: „potrzebuję fajnego product placementu na bloga”. Chyba się udało. Zabłocony ale sprawny Garmin Forerunner 235 ;)

Godzina 8:00 – start. Na początku nic nie zwiastowało późniejszej masakry – zwykłe rozbieganie na spokojnie, trochę przeszkód i równoważnia, którą udało mi się pokonać (czego nie dokonałem chociażby w Gdańsku). Następnie zaczął się odcinek, który w sumie trzeba było pokonać trzykrotnie. Wśród przeszkód można było spotkać m.in. dunk wall (nurkowanie pod ścianą), czołganie pod drutem kolczastym, wspięcie na linę oraz multirig, który pokonał mnie za każdym razem, całkiem solidną rundkę z workami, jeziorko itp. Następnie – kawałek, który zapamiętam na długo: podejścia tak strome, że wygodniej było chodzić na czworaka, kilometry podbiegów, zbiegów i przeszkód przeróżnych.

Aby nie robić relacji kilometr po kilometrze napiszę tylko,  że się udało! Na pierwszym checkpoincie byłem z półgodzinnym zapasem. Trochę zgapiłem się z drugim, bo wydawało mi się, że już go osiągnąłem tymczasem czekał on sporo dalej. Tam miałem już tylko 15 minut „górki”, ale nie chcę sobie wyobrażać uczucia gdy zostaje się cofniętym tylko 1,5 km od celu.

59707b4b8666bf201135cb7e

Równoważnia – tym razem byłem górą!

Podziękowania dla teamu SRTG Warszawa – przez większość czasu udało się biec razem. Naturalnie, że robiły się mniejsze lub większe odstępy ale przeplataliśmy się na strategicznych punktach. Naczelnym strategiem żywieniowym był Bartek „nie marnujemy dobrych zbiegów” Waś – reprezentant Polski na Mistrzostwach Europy OCR. To on nam dyktował kiedy wciągnąć żel, batonika, magnez itp. On także zamykał stawkę czekając na maruderów (przez większość czasu maruderem byłem ja). Miał także zaplanowane ukończyć bieg jako ostatni z ekipy, zatem jako „pies zaganiacz” sprawdził się idealnie. Metę przekroczyłem z Asią na plecach, bo zwykłe kończenie jest „zbyt mainstreamowe”. Cała ekipa z Warszawy – Magda, Emil, Mariusz, Wojtek oraz Marek – spisała się na medal. Niestety nie udało się to towarzyszącemu nam Gordonowi, ale ten nie wydawał się zbyt przejęty. Zwłaszcza, że ukończył Ultra Beast w Vechecu 😉

WP_20170715_19_15_25_Pro

Ułańska fantazja, ułańska szarża

20157086_1432750720149249_2564430477939513481_o

Szczęśliwi, ale zmęczeni

Biegu Spartan Ultra Beast w Valcianskiej Dolinie nie ukończyło jakieś 35% uczestników. Na metę wbiegło raptem 1015 z 1567 zapisanych osób. Nawet miejsce w ostatniej setce satysfakcjonuje.

Po biegu wyziębienie dało o sobie znać – w hotelu zamówiłem setkę whisky jeszcze przed udaniem się pod prysznic. Potem nadszedł czas na zasłużoną pizzę i piwo. Wg zegarka spaliłem ponad 5200 kalorii, ale on nie uwzględnia wysiłku mięśni podczas przeszkód, czy trzech kąpieli w dość chłodnym jeziorze. Bilans kaloryczny wyrównałem zapewne dopiero parę dni później.

Garmin

Następny przystanek – Krynica Trifecta Weekend, czyli podobne szaleństwo ale rozbite na trzy wyścigi w dwa dni. W sobotę Spartan Beast, a w niedzielę Spartan Super i Spartan Sprint. Będzie się działo!

5970762f8666bf201135c8d1

Jedna z trzech przepraw pod drutem – pewnie pierwsza, bo w miarę czyści

596f3f938666bf201135b1ff

Te wiadra to była udręka. Uśmiech wymuszony…

5970b1c58666bf201135dad7

A to z kolei dość łatwa przeszkoda, wbrew temu co wynika z mojej miny ;)

Trasa

Całość trasy + profil. To było coś strasznego… …polecam :)