• Home
  • /
  • Biegowo
  • /
  • Toruń Maraton – życiowa porażka zamiast życiówki
torun

Toruń Maraton – życiowa porażka zamiast życiówki

Plan na drugi maraton w moim życiu był w miarę prosty: przebiec, zrobić nową życiówkę i potraktować to doświadczenie jako kolejny krok w przygotowaniach do 24-godzinnego Spartan Ultra na Islandii. Biorąc pod uwagę, że pierwszy mój królewski dystans był zrobiony na spontanie i bez większych przygotowań, a w tym sezonie trochę kilometrów w nogach mam – co mogło pójść nie tak?

Okazuje się, że wszystko – zwłaszcza jeżeli przeciwnikiem jest własne ego.

Strategia

Rok temu podczas Orlen Marathon udało mi się złamać 4 godziny i uzyskać czas 3:56:47. W zasadzie każdy lepszy wynik byłby sukcesem, ale tak pojawiła mi się myśl, aby może tym razem spróbować złamać 3:45, co nadal nie jest jakimś super wyczynem wśród biegających, ale też nie przynosi większego wstydu.

Aby to uczynić potrzebowałem na trasie mieć średnią prędkość około 5:19 min/km. Do zrobienia. Prawda?

…kontra wykonanie

Maraton w Toruniu to dość kameralna impreza w porównaniu do tych w Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu czy Krakowie, w których startuje po parę tysięcy ludzi. Z tego powodu są tylko 3 strefy startowe, ale wszyscy zawodnicy i tak mniej więcej w podobnym czasie zaczynają, w porównaniu do około 10 stref na Orlen Marathonie, które puszczane są falami.

Pierwszy kilometr uzyskałem w czasie około 4:45, kolejne podobnie… Nawet pacemakera ze strefy 3:30 miałem za sobą. Niestraszne mi były nawet warunki pogodowe – wiatr, deszcz, a nawet trochę gradu. Zamiast zwolnić, by zachować siły na dalszą część biegu – napaliłem się, a w głowie pojawiła się szalona myśl – „a może by zaatakować jeszcze mocniej?”. W efekcie na półmaratonie miałem życiówkę…

…a potem zderzyłem się z całkowitą ścianą, skurczami i dwukrotnym spadkiem tempa. Nie dało się uratować nawet obrony wyniku sprzed roku, nie mówiąc o poprawieniu. Ostatecznie – uzyskałem czas 4:20, który uznaję za całkowitą porażkę.

Wnioski

Chociaż ego boli – może nawet bardziej niż nogi – postaram się, aby ten start nie został zmarnowany. Mam cel w roku pokonywać jakiś maraton, zatem ten, który zostanie wybrany w 2018 (Berlin, Wilno, Poznań…?):

1)Pokonam w tempie, z góry zaplanowanym, a wszelkie zrywy zachowam na koniec.

2)Ubiorę się lżej. Ciągle góruje we mnie przekonanie, że powinienem być bardzo ciepło ubrany i w biegach wiosennych i jesiennych mam za dużo ubioru na sobie. Na biegaczy w krótkich spodenkach i bluzeczkach patrzę jak na wariatów, ale przecież „jeśli coś jest głupie i działa, to oznacza, że nie jest głupie”

3)Będę jeszcze bardziej rozbiegany.

23223311_1704813266216847_2089648793_o

Dobra mina do złej gry (moja, bo Asia wygrała swoją kategorię)