• Home
  • /
  • Media
  • /
  • „Walki bez zasad”, czyli o ignorancji dziennikarzy
640px-COCK_FIGHT

„Walki bez zasad”, czyli o ignorancji dziennikarzy

/Tekst archiwalny/ Mamy rok 2012. Federacja UFC istnieje od ponad 18 lat, a sama dyscyplina MMA – dużo dłużej. To, co pierwotnie miało być konfrontacją różnych stylów walki, wyewoluowało w najszybciej rozwijający się sport walki na świecie. MMA jest sportem legitymizowanym i nadzorowanym przez komisje sportowe, a gale są transmitowane przez największe stacje telewizyjne, przyciągając miliony widzów. Dlaczego więc nadal próbuje się robić negatywny szum wokół tej dyscypliny i kiedy przestaniemy słyszeć o „krwawych pojedynkach w klatkach bez zasad”? Jakie jeszcze głupoty powtarzane są najczęściej?

Tak na dobrą sprawę nie powinienem narzekać. Wizerunek MMA w Polsce znacznie się poprawił, a najlepsi zawodnicy stali się gwiazdami rozpoznawanymi już nie tylko przez najbardziej zagorzałych fanów, ale także przez szeroką publikę. Mamed Khalidov gościł zarówno w talk show u Kuby Wojewódzkiego, jak i Szymona Majewskiego, a wywiad z nim można przeczytać nawet w ostatnim „Maximie”. Za każdym razem udowadniał, że jest wyluzowanym gościem z dużym dystansem do siebie. Więc skoro jest tak dobrze, to czemu jest tak źle?

Tolerancyjnie spuśćmy zasłonę milczenia na daleką przeszłość. Nie będziemy się już dalej pastwić nad Rafałem Kubackim, który próbował pokazać Pawłowi Nastuli swoje niesamowite przemyślenia lingwistyczne, iż w MMA nie ma takiego „do” jak w aikido, czy judo. Nie musimy przypominać, iż dziennikarz jednego z czasopism dla mężczyzn opisując galę Cage Rage był tak przerażony, iż zastanawiał się „czy medycy nie wynoszą już trupa”, a „ciężki nokaut to najmniejsza kara”. Było, minęło – powiedzmy, że wybaczamy.

Przeanalizujmy dwa dość świeże kipiące od nierzetelności materiały.

TVP a sprawa MMA

W lutym w programie „Celownik” w naszej TVP podjęto temat mieszanych sztuk walki. Już wstęp zapowiadał, iż redaktorzy mają wyrobione zdanie na ten temat: „Walki, które odbywają się praktycznie bez żadnych ograniczeń […] ze sportem na pierwszy rzut oka ma to niewiele wspólnego. […] Brutalne, często krwawe show. Dlaczego potrzebujemy takich igrzysk?” Na swoje nieszczęście, reporterzy pojechali do Tomasza Drwala, który nie tylko tym, co mówił, ale także – jak mówił, zaprzeczał temu, co w programie na siłę próbowano udowodnić. Z uśmiechem na twarzy opowiadał o swoich startach, o tym, że MMA to rozwój samego siebie oraz mówił, że ćwiczy także jogę, która pozwala na uzyskanie gibkości i świadomości ciała.

Na osobny rozdział zasługują przemyślenia, sympatycznego skądinąd, Włodzimierza Szaranowicza, który nie klasyfikuje MMA w kategorii sportu, dodając, że wynika to pewnie z atawizmu naszego gatunku. Trochę dziwne, że nie dodaje do tego innych olimpijskich sportów walki, takich jak judo, czy zapasy – w końcu to także odzwierzęca walka o dominację. Zastawiające też, że nie rozszerza tej definicji na inne sporty. Sprint na 100m to pozostałość po tym, że nasi przodkowie musieli szybko uciekać przed drapieżnikami, biegami długodystansowymi plemiona afrykańskie z kolei potrafią zabiegać antylopę na śmierć. Prymitywni ci biegacze. W sportach siłowych też widać chęć zostania niedźwiedziem, a nie filozofem. W sumie małpy piłką się bawią, więc sporty z tym przedmiotem także nie są do końca ludzkie. Ale Pan Szaranowicz tylko MMA odbiera prawo do bycia dyscypliną sportową (nawet nie olimpijską) i zaznacza, że nie komentowałby tego, za co akurat jesteśmy mu wdzięczni. Aby się odwdzięczyć deklaruję publicznie, że nie będę komentował piłki nożnej ani wyścigów F1.

Wydawać się też mogło, że po wszystkich pomyjach, które zostały wylane na głowę Pawła Nastuli, nie pozostało już ani śladu. Nasz najbardziej znany judoka był jedynym Polakiem, który walczył na legendarnej gali Pride FC w Japonii i pierwszym, który dostąpił zaszczytu walki w tak dużej organizacji, za co niejednokrotnie w Polsce go krytykowano. Po latach spokoju lektor pyta w materiale: „Dlaczego Paweł Nastula rozmienił na drobne swoją karierę”. Na szczęście Szaranowicz, nie skreśla go jako człowieka. Kamień z serca. Psycholog również mówi, że zawodnicy MMA to normalni ludzie. Teraz można się ich bać jakby mniej.

Wisienka na torcie. MMA na Igrzyskach Olimpijskich. „Widowisko, które odbiega od ducha olimpizmu nawet greckiego, mimo że tam te walki były rozgrywane”. To ciekawie skonstruowane zdanie mówi zapewne o Pankrationie, który był jedną z dyscyplin olimpijskich. Ze słów Pana Szaranowicza wywnioskować można, że Grecy wprowadzili MMA, nie wiedząc że się nie zgadzają z jego przekazem i tym co może wnieść do Igrzysk. Niewątpliwie dziwny i pełen sprzeczności naród. „Wierzymy, że reguły wpiszą się w zasady sportowego fair play” – kończy urodziwa prezenterka. Wierzę, że to jej słowa i chciałbym ją uspokoić, iż więcej fair play w stosunku do przeciwnika i szacunku widziałem na galach MMA, niż w niejednym meczu piłki nożnej czy ręcznej . Ale skoro jesteśmy przy koncercie życzeń, to ja chciałbym uwierzyć w rzetelność dziennikarską i Świętego Mikołaja.

Wszystko dla kobiet

„Gdy po walce wyjdę z klatki obskakują mnie dzierlatki”, brzmi tytuł odcinka „Rozmów w Toku”. Copywriter pewnie jest dumny z niego – rym częstochowski zawsze na czasie. Zainspirowany stworzyłem także swój – może przyda się w kolejnych odcinkach: „Schodząc z ringu myślę o pettingu”. Oddam hasło za pół ceny – nówka sztuka, jeszcze niewykorzystana. Ale nie jesteśmy tu, by zajmować się poezją. Chętnych na hasła zapraszam do kontaktu.

Autor tekstu do wstępu również dał czadu: „Zobacz prawdziwych mężczyzn, którzy łamią sobie nosy i żebra, odgryzają uszy i duszą”. Połamane nosy i żebra się zdarzają, duszenia również, ale jedyne odgryzanie uszu na ringu pamiętam z boksu. Różnica prawie żadna, a brzmi dobrze – copywriter nadal jest dumny. Dalej przejmuje pałeczkę Ewa Drzyzga, nie omieszkując wspomnieć, że w walce praktycznie bez zasad (!) do klatki wchodzi dwóch zawodników, o własnych siłach wychodzi tylko jeden. Kolejny nonsens, a brzmi strasznie. W materiale video chwilę potem pojawia się ekipa medyczna, ale – o dziwo – zawodnik wstaje – teza chyba obalona. Copywriterzy mieli też możliwość popisać się tworząc belki np.: „Krzysztof – tłucze przeciwników z całych sił po głowie, ale na co dzień jest miły i spokojny”. Nie wiem co biorą w tej robocie, ale dwa razy poproszę.

Nie ma sensu przechodzić przez cały materiał, ale warto wspomnieć, że zaproszeni goście – zazwyczaj młodzi zawodnicy – wypowiadają się dość spokojnie i merytorycznie w kwestii MMA, np. o nieodłącznym elemencie (nie tylko tej dyscypliny), czyli zbijaniu wagi. Bardzo rzeczowo wypowiada się też Przemysław Saleta, wielokrotnie prosząc o nie demonizowanie sportu. Pomijając miłosne perypetie gości i fakt, że wszystko sprowadza się głównie do tego tematu – wszystkie kwestie sportowe przerażają prowadzącą. I znowu szukamy sensacji: zbijanie wagi jest niezdrowe, a w kwestii duszeń nawet neurochirurg nie potrafił uspokoić Pani Drzyzgi.

Całość programu można zobaczyć tutaj

Głupota czy biznes?

Ciężko stwierdzić, dlaczego nadal takie materiały potrafią przejść w ogólnopolskich mediach. Z jednej strony, może to być kwestia czystej ignorancji, czy szukania niepotrzebnej sensacji. Ale może za tym wszystkim kryć się także chęć podkopania konkurencji. KSW na Polsacie to mocny punkt w ramówce, a Orange Sport posiada prawa do transmisji m.in. UFC. Skoro przespaliśmy swoją szansę, to spróbujmy zdeprecjonować sukces innych. Nie wiem które wytłumaczenie jest bardziej prawdziwe, ale proszę kolegów dziennikarzy o nieużywanie wymienionych wcześniej sformułowań typu „walka bez reguł”. Policzcie do dziesięciu, weźcie aspirynę – może przejdzie. A jeżeli macie już pisać/tworzyć głupoty – zajmijcie się polityką, tam niejedno już przeszło.